W dyskusjach o migracji często słyszymy, że to migranci są problemem. A może warto spojrzeć na rzeczywistość bardziej analitycznie i obiektywnie w szerszej perspektywie, nie bazując na lękach przed „obcym”? Bo największe trudności biorą się z wrogiego nastawienia społeczeństwa i braku sensownej polityki integracyjnej.
Hiszpania podjęła decyzję o uregulowaniu pobytu i prawa do pracy dla setek tysięcy osób, które już tam żyją i pracują. Brak legalnego statusu spycha ludzi do szarej strefy i niepewności, a potem to właśnie te skutki nazywa się „problemem migracyjnym”.
Każda osoba pracująca z ludźmi w drodze zna te historie. Osób, które próbowały ułożyć sobie życie w Polsce: miały pracę, mieszkanie, znajomych i przyjaciół, coraz lepiej mówiły po polsku. Po wielu miesiącach, a czasem po dwóch latach życia tutaj, otrzymywały jednak decyzję odmowną w sprawie ochrony międzynarodowej, brak alternatywnej procedury i informację o przywróceniu procedury deportacyjnej. To nie tylko decyzje administracyjne — to osobiste ludzkie tragedie, momenty, w których ktoś po raz kolejny traci grunt pod nogami. Jednocześnie tracimy też jako społeczeństwo: pracownika, podatnika, konsumenta, sąsiada i po prostu drugiego człowieka, który był już częścią naszej wspólnoty.
Artykuł przypomina też, że migranci są ważną częścią gospodarki, a straszenie przestępczością czy „zabieraniem pracy” nie ma potwierdzenia w faktach.
Migracja nie musi oznaczać chaosu — chaos pojawia się wtedy, gdy odmawia się ludziom praw i godnych warunków życia.
Na zdjęciu podopieczni Jazdowa w czasie spotkań integracyjnych. Tak, są wśród nich także zdolni barberzy.
Link do artykułu:




Dobra sprawa z tym uregulowaniem pobytu, bo ludzie wtedy mają spokój i mogą normalnie żyć i pracować. Strasznie szkoda, jak ktoś traci wszystko po latach bo decyzja odmowna bo nie ma legalnego statusu. Czemu tak trudno czasem o normalne traktowanie migrantów?